|
Rocznica walk w Lasach Janowskich W tydzień po inwazji aliantów na plaże Normandii i utworzeniu drugiego frontu w Europie, na rozległym obszarze lasów lipskich, janowskich, biłgorajskich i Puszczy Solskiej rozgrywała się największa bitwa partyzancka na ziemiach polskich. Ramię w ramię walczyli w niej z Niemcami żołnierze polskich ugrupowań konspiracyjnych - AL, AK, BCh i radzieckiej partyzantki, przelewając wspólnie krew z myślą o wolnej Polsce. Tereny te, rozciągające się w pasie prawie 100 km od Wisły do Tomaszowa Lubelskiego, były wówczas w dużej części opanowane przez silne polskie ugrupowania partyzanckie oraz polsko-radzieckie. Na dodatek wycofując się pod naporem przesuwającego się na zachód frontu, przez Bug przeprawiały się, kierowane przez Centralny Sztab Partyzancki w Moskwie, dobrze wyposażone, silne oddziały partyzantki radzieckiej. Rejony, o których mowa, były już wówczas dla Niemiec zapleczem frontu o ważnym znaczeniu strategicznym. Przebiegały tędy rokadowe linie kolejowe, drogi bite, tu znajdowały się węzły kolejowe i drogowe, magazyny z zaopatrzeniem dla wojska. Tymczasem od wiosny 1944 r. nasiliły się akcje dywersyjne i sabotażowe, starcia zbrojne; atakowano linie kolejowe, stacje, mosty i przepusty, posterunki policji. W przesyłanych do Berlina meldunkach Niemcy nie kryli obrazu pogarszającej się sytuacji, pisząc wręcz, że nie są w stanie sprawować władzy w dystrykcie. Generalny gubernator, Hans Frank, zmuszony był przyznać, że "dystrykt lubelski, praktycznie rzecz biorąc, w jednej trzeciej nie znajduje się już w rękach niemieckiej administracji". Zadanie rozwiązania problemu powierzono dowództwu Okręgu Wojskowego Generalnego Gubernatorstwa (OW GG) w porozumieniu z grupą armii "Północna Ukraina". Niemcom udało się zgromadzić poważne siły, w tym dwie dywizje rezerwowe - 154 i 174, 213 dywizję ochronną, 115 pułk strzelców krajowych Wehrmachtu, korpus kawalerii kałmuckiej, bataliony policji, żandarmerii, jednostki zabezpieczenia - razem około 30 tysięcy ludzi. Dowodzenie operacją, której nadano kryptonim "Sturmwind", objął dowódca OW GG gen. S. Haenicke. Dzięki rozpoznaniu lotniczemu, naziemnemu oraz agenturalnemu, Niemcy na ogół prawidłowo ocenili siły partyzantów na 3500-4000 ludzi, trafnie rozpoznano rejony koncentracji. W rezultacie działań okrążających rozpoczętych 8-9 czerwca, w pierścieniu wojsk niemieckich znalazły się wszystkie siły partyzanckie stacjonujące w tym rejonie. Były to m.in. Brygada AL im. Ziemi Lubelskiej, Brygada AL im. Wandy Wasilewskiej, oddziały AK "Lancy" i "Ojca Jana", radzieckie jednostki ppłk. N. Prokopiuka, mjr. W. Czepigi, lejtnanta J. Jakowlewa. Do pierwszych starć doszło 11 czerwca rano, kiedy Niemcy rozpoczęli zaciskanie okrążenia. Pod wsią Graby doszło wówczas do starcia z kałmucką kawalerią, a w rejonie Szwedów rozbito jeden z ekspedycyjnych pododdziałów. Jednak w obliczu rosnącej przewagi wroga partyzanckie jednostki stopniowo opuszczały lasy lipskie, rozbijając po drodze, pod Szklarnią, kolejne zgrupowanie Niemców. Nie widząc szansy w walce w rozproszeniu, na wspólnym spotkaniu partyzanccy dowódcy podjęli decyzję o ześrodkowaniu, podjęciu bitwy, a następnie nocnym przebiciu się całością sił w inne rejony. Największa bitwa, znana jako bitwa na Porytowym Wzgórzu, rozegrała się 14 czerwca 1944 r. pomiędzy miejscowościami Mamoty i Flisy, nad Branwią. Linię obrony od południa osłaniały duże stawy, od północy bagno, od zachodu - szczyt wzgórza. Natarcie niemieckie rozpoczęło się około 8.00 rano od silnego ognia dział i moździerzy oraz ostrzału z broni maszynowej. Główny wysiłek napastników skierowany był na oddziały broniące się nad Branwią, ale ostre starcia, w tym wręcz, miały miejsce także na innych odcinkach. Walki trwały z różnym nasileniem przez cały dzień, przenosząc się stopniowo na Porytowe Wzgórze. Mimo nieustannych ataków, Niemcom nie udało się jednak przełamać polskiej obrony, niemniej straty partyzanckie były duże, sięgając 250 ludzi, w tym 125 zabitych i zaginionych. Także założonego celu koncentracji - przebicia się całością sił nie udało się zrealizować. W tej sytuacji, w nocy, poszczególne oddziały podjęły próby samodzielnego wydostania się z okrążenia. Główny trzon zgrupowania, po ciężkich walkach nad Tanwią oraz okolicy wsi Szeligi i Zwierzyńca, mimo znacznych strat, osiągnął swój cel docierając do Puszczy Solskiej. Osiągnięcie w forsownym, 40-kilometrowym marszu i ciągłych starciach rejonu Puszczy Solskiej zakończyło pierwszy okres walki z niemiecką ekspedycją. Druga faza bitwy, określona jako "Sturmwind II", rozpoczęła się 18 czerwca i doprowadziła do ponownego okrążenia sił partyzanckich. W kotle znalazły się liczące prawie 5 tysięcy ludzi oddziały AK, AL oraz Batalionów Chłopskich, a także formacje radzieckie. I tym razem Niemcom nie udało się osiągnąć założonego celu. Pomimo ciężkich strat jednostki AL zdołały się przebić ponownie do lasów janowskich, zaś inne grupy na południe, w stronę Karpat. Największe straty poniósł liczący prawie 800 osób oddział AK Edwarda Markiewicza "Kaliny" otoczony w południowej, bagnistej części puszczy. Prowadzone od wiosny 1944 r. trzy kolejne akcje przeciwpartyzanckie nie przyniosły Niemcom pełnego sukcesu. Pomimo zadania "leśnym oddziałom" dużych strat nie zdołano zlikwidować zagrożenia i znacząco ograniczyć akcji dywersyjnych i aktów sabotażu. Znaczenie walk toczonych przez połączone formacje partyzanckie polegało także na tym, że przez dwa tygodnie wiązały w walce prawie trzy dywizje niemieckie, ważne w obliczu zbliżającej się letniej ofensywy Armii Radzieckiej. MIZ |